Wychowanie dziecka – jak określać zdrowe granice?

Wielu rodziców chce wprowadzić w swoich domach coś na kształt demokracji. Uważają, że opinie i decyzje dzieci, mają taką samą wagę, jak dorosłych lub nawet zdanie młodych członków rodziny ceni się wyżej. Jest to znaczący błąd, ponieważ realnie to dorośli odpowiadają za dzieci. Pozwalanie dzieciom, by rządziły jest wielkim obciążeniem i przerzuceniem na nie odpowiedzialności.

Pokazujmy dzieciom granice  

Ważna sprawa, o której warto pamiętać – granice już istnieją. Granicą może być nasze zdenerwowanie, kiedy nie chcemy 10 razy sprzątać porozwalanego po całej kuchni jedzenia, granice związane z prawami fizyki – dziecko choćby nie wiem jak chciało nie poleci, granice akceptacji społecznej – wrzeszczące dziecko zwróci na siebie uwagę otoczenia (przy czym reakcja będzie w dużym stopniu zależała od jego wieku) czy granice własnych możliwości dziecka – może np. mieć za mało siły, żeby wdrapać się na drabinkę ze starszym rodzeństwem. Rolą rodzica jest pokazanie dziecku tych granic oraz towarzyszenie mu w przeżywaniu różnych emocji, jakie mogą się pojawić przy zetknięciu z tymi granicami. Pamiętajmy, że nie można doświadczyć prawdziwego kontaktu bez granic ani granic bez kontaktu.

Badajmy swoje granice i bądźmy konsekwentni

Żeby pokazać dzieciom granice musimy przede wszystkim mieć ich świadomość. Potrzebujemy znać siebie, wiedzieć co jest dla nas ważne, co akceptujemy, a czego nie zamierzamy tolerować. Warto zastanowić się, dlaczego czegoś zabraniamy lub wymagamy. Czy to rzeczywiście jest potrzebne i czy służy długofalowemu celowi, jakim jest wychowanie szczęśliwego człowieka (o ile utożsamiamy się z tym celem). Większość zakazów wcale temu nie służy. Należy dobrze się im przyjrzeć, przeanalizować i jeśli trzeba, wyeliminować, np.:

“nie skacz, bo upadniesz” (źródło – nasz własny lęk, możliwy efekt- przekazanie lęku dziecku)

“zjedz wszystko” (źródło – nasz lęk i potrzeba kontroli, możliwy efekt – człowiek nie ma poczucia decyzyjności w sprawie swoich podstawowych potrzeb)

“nie baw się w ziemi, bo się pobrudzisz” (źródło – przekonanie, że jak dziecko brudne, to jestem złą matką, itp. możliwy efekt – zabijanie w dziecku spontaniczności), itd.

Kiedy już wiemy, jakich zasad chcemy przestrzegać w swoim domu, miejmy odwagę się ich trzymać (mimo że bliscy, dziadkowie czy panie na ulicy nie zawsze będą się z nimi zgadzać). Pomaga w tym wiara w siebie i przekonanie, że wiemy, co robimy – niezbędne również naszym dzieciom, by mogły budować własne poczucie wartości.

Po co pokazywać granice?

  1. Dziecko, by się rozwijać i wzrastać ku wolności potrzebuje czuć się bezpiecznie. Poczucie bezpieczeństwa płynie zaś w znacznym stopniu z przekonania, że dorosły – rodzic wie, co robi. Takiego przekonania nie buduje się będąc stale niepewnym (np. planując dzień, posiłki, itp.), zmieniając co chwila zdanie (pod wpływem próśb czy marudzenia dziecka) czy mówiąc jedno, a robiąc co innego (np. mówimy dziecku, że jeśli jeszcze raz rzuci jedzeniem wychodzimy od znajomych, po czym tego nie realizujemy). Młody człowiek potrzebuje opiekuna, na którym może się oprzeć, a nie takiego, którego może naginać wedle swojej woli.
  2. Mózg dziecka nie jest jeszcze w pełni rozwinięty. Zgodnie z teorią J. Piageta do 6. roku życia dziecko głównie operuje na spostrzeżeniach, nie jest jeszcze zdolne do analizy i oceny sytuacji – ważne decyzje powinni zatem podejmować rodzice. Warto natomiast pozostawiać mu decyzyjność w mniejszych sprawach – np. ja decyduje czy wychodzimy, czy zostajemy w domu (im dziecko starsze tym więcej może negocjować), ty decydujesz co będziesz robić na placu zabaw – jeśli dziecko siedzi i od pół godziny przesypuje kamyczki w piaskownicy, nie musimy prowadzić go na siłę na zjeżdżalnie, huśtać czy proponować 5 innych aktywności). Od 6 do 12/15 roku życia dziecko operuje na konkretach – jasne, przejrzyste postawienie granic jest dopasowane do jego możliwości intelektualnych. Dzieci w tym okresie lubią zabawy z określonymi zasadami, wprowadzają reguły, gdzie tylko mogą (np. nie wolno nadepnąć na linię idąc chodnikiem) i postrzegają świat raczej czarno – biało. Przy braku granic mogą łatwo się pogubić i stracić grunt pod nogami. Nie traktujmy dzieci jak małych dorosłych. Zdolność myślenia abstrakcyjnego zaczyna się pojawiać między 12 a 15 rokiem życia i wtedy trzeba zwrócić szczególną uwagę na rewizję niektórych granic, być elastycznym i otwartym na negocjacje ze strony dziecka (oczywiście będzie ćwiczyło już wcześniej, jeśli tylko mu pozwolimy).
  3. Nawet jeśli nasza cierpliwość i pobłażliwość wobec dziecka są niemalże nieograniczone, inaczej sprawy się mają z otoczeniem. Choćbyśmy nie wiem jak bardzo chcieli uchronić swoje dziecko (a może raczej siebie!) przed nieprzyjemnymi uczuciami, nie da się tego robić w nieskończoność. Im mniej nauczymy dziecko na temat zdrowych granic, tym boleśniej odbije się od nich w kontakcie z innymi ludźmi, zwłaszcza rówieśnikami. Dziecko, które nigdy nie słyszało “nie” będzie bardzo rozżalone, kiedy spotka się z odmową ze strony kolegów, a to prędzej czy później na pewno nastąpi. Stawiając granice uczymy dziecko oswajać się w bezpiecznych warunkach z nieprzyjemnymi uczuciami związanymi z odmową. Pokazujemy, że to nie koniec świata, kiedy czegoś nie dostajemy lub kiedy coś dzieje się inaczej niż sobie zaplanowaliśmy.

 

Na pewno dałoby się tu jeszcze dodać kilka punktów, jednak te wydają mi się kluczowe.

W kolejnej części na temat granic podzielę się swoimi spostrzeżeniami na temat przyczyn, dla których rodzice wzbraniają się przed stawianiem granic oraz przyjrzę się postawie przeciwnej – nadmiernemu wprowadzaniu ograniczeń.

 

autor: mgr Dorota Kulikowska, psycholog, psychoterapeuta 

 

Do poczytania:

Brzezińska, A.I., Appelt, K., Ziółkowska, B. Psychologia rozwoju człowieka, GWP

Phelan, T.W., Wychowawcze czary – mary, Sensus