Wychowanie dziecka – Jak określać zdrowe granice cz. 2

O tym dlaczego warto pokazywać dziecku granice i jak to robić przeczytasz w pierwszej części artykułu. W tej części analizuję sytuację, przez które tych granic jest za dużo lub za mało.

Dlaczego rodzice unikają granic?
1. Boją się złości dziecka

Przyczyn tego strachu może być całkiem sporo. Od lęku przed oceną społeczną (prawdopodobnie  żaden rodzic nie jest zadowolony, kiedy jego dziecko nagle kładzie się na chodniku albo na podłodze w sklepie, a dokoła zbiera się grupka ludzi komentujących i dających wspaniałe rady –  część rodziców to udźwignie, zachowa się konsekwentnie oraz spokojnie w tej sytuacji, a dla części będzie to tak trudne doświadczenie, że zrobi wszystko, żeby uniknąć go w przyszłości) po zgeneralizowane przekonanie, że złość jest czymś negatywnym i nie powinno się jej odczuwać. W tym drugim przypadku dobrze by było poobserwować oraz przemyśleć nasze nastawienie do złości. Odróżnić odczuwanie złości (które jest po prostu informacją, że coś nam nie pasuje i energią do zmiany) od dezadaptacyjnych sposobów jej wyrażania. Celem rodziców nie powinno być stłumienie złości dziecka i unikanie jej, ale nauczenie sensownego, akceptowalnego jej wyrażania.

2. Chcą być kumplem dziecka

Część rodziców, zwłaszcza w ostatnich latach, czuje sporą niechęć przed występowaniem z pozycji autorytetu. Wolą “kolegować się” ze swoimi dziećmi, niż je wychowywać. Jeśli kusi nas, by traktować dzieci jako kolegów, przyjaciół warto popracować nad obsadzeniem tych miejsc przez inne (dorosłe!) osoby.

3. Uważają, że granice hamują rozwój dziecka i jego indywidualności

Dzieci mają naturalny pęd, by się rozwijać i poznawać świat. Pokazanie granic, w zdrowy, nienadmiarowy sposób, na pewno tego pędu nie zatrzyma. Zatrzymać go może natomiast lęk oraz ograniczone poczucie bezpieczeństwa wywołane brakiem granic.

Ten argument za niestawianiem granic wnoszą często osoby, które nie mają za dużego oparcia w samych sobie i nie są przekonane, co do swoich kompetencji wychowawczych. Tak bardzo chcą być idealnymi rodzicami i zapewnić dziecku doskonałe warunki do rozwoju, że zapominają o fundamentach.

4. Mają słabą świadomość własnych granic

Postępują niekonsekwentnie. Raz zwracają dziecku uwagę, innym razem nie. Wiadomo, że granice powinny być do pewnego stopnia elastyczne, np. kiedy mamy zły humor i boli nas głowa szybciej zwrócimy uwagę hałasującemu dziecku, niż wtedy, gdy czujemy się świetnie. Ale pewne podstawowe zasady powinny być jasne i przejrzyste, np. nie krzyczymy podczas wspólnych posiłków, możemy krzyczeć podczas zabawy w swoim pokoju lub na dworze.

5. Mają poczucie winy

Zwłaszcza, jeśli uważają, że robią coś nie tak, np. poświęcają dziecku zbyt mało czasu, są zbyt niecierpliwi, itp. mogą uważać, że w pewnym sensie nie mają prawa dodatkowo stawiać mu wymagań. Myślą sobie, np. “skoro nie mogę się nim zajmować tyle, ile potrzebuje, to przynajmniej pozwolę mu… nie posprzątać pokoju, zjeść słodycze, oglądać długo telewizję, itd.” Jest to bardzo krzywdzące dla dziecka, ponieważ w ten sposób opuszczamy je podwójnie. Najpierw nie mając dla niego czasu czy cierpliwości i drugi raz nie przyjmując trudnych emocji, które mogą się u dzieci pojawić w odpowiedzi na nasze zachowanie. Zamiast tego rodzic “tłumi” te emocje pozorną nagrodą lub przywilejem.

6. Przekonanie, że potrzeby dziecka są ważniejsze niż ich

Potrzeby każdego członka rodziny są tak samo ważne. Co więcej, uczymy dzieci przez modelowanie. Dziecko nie nauczy się dbać o swoje potrzeby, jeśli jego rodzice stale będą lekceważyć własne i spychać je na dalszy plan. Jednocześnie będzie przyzwyczajone do tego, żeby jego potrzeby były zaspokajane przede wszystkim. Brak umiejętności zaspokajania swoich potrzeb w sposób konstruktywny i pełen szacunku dla innych, połączony z poczuciem, że zaspokojenie potrzeb nam się należy, to gotowy przepis na katastrofę. Bardzo łatwo wychować w ten sposób człowieka o roszczeniowej postawie, pełnego poczucia krzywdy i żalu, że nie dostaje wszystkiego tego, na co zasługuje.

7. Dają się ponosić emocjom

Chodzi o sytuację, kiedy zdarza się to zbyt często i zbyt gwałtownie. Człowiek, który nie potrafi na bieżąco rozpoznawać i wyrażać swoich emocji, będzie je tłumił aż do granic możliwości do momentu wybuchu. W przypadku silnej kontroli wybuch ten może nastąpić bardzo późno lub wcale, co również nie pozostaje bez wpływu na nasze samopoczucie i zdrowie (choroby serca, nadciśnienie, obniżony nastrój, depresja).

Dlaczego rodzice stawiają zbyt dużo granic?

Postawą, którą często obserwuję (obok braku granic) jest nadmierne ich stawianie. Ciągłe: “nie biegaj” (wciąż nie mogę pojąć dlaczego dziecko miałoby nie biegać), “nie siadaj na ziemi, bo się pobrudzisz” (tak, dzieci się brudzą – na szczęście większość z nas ma pralkę, a nawet jeśli jakaś plama się do końca nie spierze, to nie jest to koniec świata), “zjedz cały obiad” (tak jakby rodzic wiedział lepiej czy dziecko jest głodne), itd.

Nadmierne stawianie granic bierze się z pewnej sztywności oraz potrzeby kontroli, które z kolei mają swoje źródło w lęku. Osoba, która stale się boi, próbuje przewidzieć wszystkie możliwe zagrożenia i stworzyć takie warunki, żeby jak najbardziej te zagrożenia zminimalizować. Bierze się to z trzech przekonań, które (w moim mniemaniu) są nie tylko nieprawdziwe, ale również bardzo podcinają skrzydła i hamują rozwój.

Po pierwsze, przekonanie, że świat jest strasznie niebezpiecznym miejscem (dziecko, które biegnie, na pewno upadnie, a jak upadnie to wybije zęby, połamie, nogi albo jeszcze coś gorszego).

Po drugie przekonanie, że dzieci muszą doświadczać tylko przyjemnych rzeczy → które z kolei bierze się z trudności w towarzyszeniu dzieciom w przeżywaniu nieprzyjemnych emocji. Wiadomo, że przyjemniej nam dorosłym, kiedy dziecko jest zadowolone i uśmiechnięte. Pewnie większość osób woli taką sytuację niż pocieszanie dziecka, które właśnie upadło i obtarło kolano (oczywiście trzeba też to kolano opatrzyć, co rzadko spotyka się z entuzjazmem dziecka). Jednocześnie każdy, kto chce poznać coś nowego lub się czegoś nauczyć, musi liczyć się z faktem, że może na początku kilka razy upaść, ośmieszyć się lub przeżyć frustrację w związku z faktem, że mu się nie udaje.

Po trzecie przekonanie, że możemy uchronić nasze dzieci przed trudnymi, nieprzyjemnymi, bolesnymi doświadczeniami. Nawet gdybyśmy dalej chcieli zubożyć życie naszych dzieci o doświadczenia, które oceniamy negatywnie, nie mamy takiej mocy. Nawet najbardziej wychuchane i “ochronione” dziecko może zachorować, potknąć się o własne nogi (idąc, nie biegnąc) czy zadławić się marchewką jedząc w sterylnej kuchni plastikową łyżką.

Pamiętajmy, że dzieci uczą się obserwując nas. Przejmują nawet takie nasze przekonania czy postawy, które chcielibyśmy przed nimi ukryć, dlatego warto spojrzeć na świat, jako na przyjazne miejsce, stawiające przed nami wiele możliwości. Bywa niebezpieczne, jednak w zdecydowanej większości wypadków nie jest to niebezpieczeństwo śmiertelne i takie, którego nie byłoby warto podjąć.

 

autor: mgr Dorota Kulikowska, psycholog, psychoterapeuta 

 

 

Do poczytania:

https://www.psychologytoday.com/us/blog/your-emotional-meter/201705/when-guilt-keeps-you-setting-boundaries

Harwas-Napierała B., Trempała J., Psychologia rozwoju człowieka. Wydawnictwo Naukowe PWN

McKay M., Fanning P., Paleg K. Kiedy twoja złość krzywdzi dziecko. Poradnik dla rodziców. Wydawnictwo: MIND